2010-02-02 21:20:03 >> Jakie to uczucie gdy przychodzi stypendium Na początek może napisze coś o sobie w kategoriach statusowych i ekonomicznych. Jestem doktorantem Uniwersytetu Wrocławskiego na Wydziale Nauk Społecznych. Należę przy tym do tych szczęśliwców (na moim roku 25 spośród 45 osób na studiach stacjonarnych), którzy załapali się na stypendium doktoranckie wynoszące 1050 zł miesięcznie. Zgodnie z panującą zasadą prowadzę zajęcia dla studentek i studentów (na WNS osoby bez stypendiów mogą odmówić prowadzenia zajęć, stypendyści nie) oraz oczywiście badania naukowe, a moje publikacje (a większość wszystkich publikacji naszej uczelni to publikacje doktorantów i doktorantek) przysparzają punktów uczelni w rankingach. Jeśli nie napiszę doktoratu w 4 lata (plus ewentualnie 1 rok, bezpłatny uzyskany podaniem) będę musiał owo stypendium uczelni zwracać. Nie jestem oficjalnie pracownikiem więc nie dotyczą mnie luksusy w dziedzinie ubezpieczeń społecznych wywalczone w XIX wieku (jeśli poważnie zachoruje to wyrzucą mnie ze studiów, nie będę miał bezpłatnej opieki medycznej ani renty). No ale tym się chwilowo nie martwie. Postanowiłem założyć bloga ekonomicznego (z dziedziny mikroekonomii). Mianowicie zamieszczać tu będę swoją księgę rozchodów. Mi pomoże to kontrolować szczupły budżet, a inni zobaczą jak się żyje we Wrocławiu za 1050zł. Blog trochę może przypominać reklamę Tesco stąd też postanowiłem zamieścić na nim linka do Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych Przez Wielkie Sieci Handlowe. Od siebie dodam, że jako członek organizacji walczącej o prawa pracownicze zdaję sobie sprawę, że w wielu sklepach tej sieci nie płaci się pracownicom i pracownikom za nadgodziny. Czy tak jest w najbliższym Tesco, w którym robię większość zakupów? Tego jeszcze nie wiem. W każdym bądź razie nie stać mnie na nabijanie kasy tym kapitalistom, którzy mają gest. Chwilowo nabijam więc tym, którzy wyzyskują innych biednych. Wynająłem pokój w mieszkaniu w pobliżu uczelni. Cena jest rewelacyjna gdyż płacę jedynie 400zł czynszu. Fakt, że moja przestrzeń życiowa ma 7 metrów kwadratowych na razie (a mieszkam tu drugi miesiąc) mi nie przeszkadza. Minusem jest ogrzewanie gazowe. Za styczeń zapłacić mam dodatkowo 102 złote właścicielce, wedle bieżącego zurzycia prądu i gazu (woda, śmieci itp. już w czynszu). Jeśli zatem realna cena mojego mieszkania wynosi 502zł to i tak jest nieźle jak na standardy wrocławskie. Zdaje się Instytut Pracy i Spraw Socjalnych nie przedstawił jeszcze minimum socjalnego na 2009, posłużmy się więc wersją z roku 2008 (tutaj). Jeśli biorąc mnie za jednoosobowe gospodarstwo domowe poprawimy wydatki na mieszkanie z 310,5 na 502 okaże się, że minimum socjalne dla mnie wynosi nieco ponad 1059 zł. Jeśli dodamy inflację od grudnia 2008 okaże się, że naprawdę jestem biedny. No ale jak to mówią, jakoś leci :) Od dziesięciu lat nie jem mięsa, to ważne bo nie zamierzam tego zmieniać spowodu niedofinansowania nauki polskiej. Ale nie bójcie się dieta wegetariańska by Tesco nie jest aż tak straszna jak się może wydawać tym, którzy nie wyobrażają sobie życia bez taniej parówki. Co jeszcze istotne po Wrocławiu jeżdże wyłącznie rowerem. To generuje pewne oszczędności (popieram strajk pasażerski, więc na kontrolerskich mandatach, choć może założyłbym społeczną kasę ubezpieczeń wzajemnych na wypadek wpadki w mpk, no ale składka ubezpieczeniowa to też jakiś wydatek) ale też pewne koszty. Rowery się psują, a czasem zmieniają właściciela. No i długi! W zeszłym miesiącu wpłaciłem kaucje za mieszkanie. Razem z czynszem wyszło 800zł (uwaga 1050zł minus 800 zł daje 250 zł!). To że udało mi się skończyć ten miesiąc mając tylko 220 złotych długu (część jeszcze z grudnia) jest pewnym sukcesem.No ale w tym tygodniu wszystko oddam, słowo honoru. Zatem 1050 minus 502 minus 220 daje nam 328. Całe szczęśćie luty ma tylko 28 dni więc wychodzi 11,71 dziennie. Internet mam za darmo! To dzięki prostej sztuczce. No ale jest bardzo, bardzo wolny.Telefon na kartę kosztuje jakieś 30zł miesięcznie choć łatwo na nim oszczędzić. Nie można zapomnieć o 10zł składki członkowskiej ZSP, której wprawdzie nikt jak na razie nie płaci bo jakoś w sekcji wrocławskiej nie mamy członków co by wychodzili na czysto, ale w przypływie euforii czasem można ją uiścić. Tymczasemo poszalałem. Jedzenie jeszcze mam z ostatniej wizyty w Tesco (jak się tam wyda 40 zł naprawde starcza na kilka dni, jeszcze będziecie mieli okazje zobaczyć).Także lista wydatków za wczoraj i dziś przedstawia się następująco:
doładowanie telefonu - 10 zł skomentuj (5) |
|
|||||||